Strony
Etykiety Główne
środa, 3 października 2012
Św. Bonawentura (3)
Audiencja generalna 17 marca 2010
Drodzy bracia i siostry!
Dziś rano, kontynuując rozważanie z zeszłej środy, chciałbym pogłębić z
wami inne aspekty nauczania św. Bonawentury z Bagnoregio. Jest on wybitnym
teologiem, równie ważnym jak inny wielki myśliciel, jemu współczesny,
św. Tomasz z Akwinu. Obaj badali tajemnice Objawienia, wykorzystując
możliwości ludzkiego rozumu w owocnym dialogu wiary i rozumu,
który znamionował chrześcijańskie średniowiecze i sprawił, że stało
się ono epoką bujnego rozwoju życia intelektualnego, wiary, a także odnowy
Kościoła, co nie zawsze jest wystarczająco podkreślane. Łączą ich
inne podobieństwa: zarówno Bonawentura, franciszkanin, jak Tomasz,
dominikanin, należeli do zakonów żebrzących, które swą duchową świeżością,
jak przypomniałem w poprzednich katechezach, odnowiły w xiii w.
cały Kościół i przysporzyły mu wielu zwolenników. Obaj służyli Kościołowi
tak skwapliwie i z tak wielką pasją i miłością, że zostali zaproszeni
do udziału w ekumenicznym soborze w Lyonie w 1274 r., w którym to roku
obaj też zmarli: Tomasz w drodze do Lyonu, a Bonawentura podczas
soboru. Również na placu św. Piotra statuy tych dwóch świętych są
umieszczone symetrycznie: znajdują się na początku kolumnady, patrząc
od fasady Bazyliki Watykańskiej: jedna po lewej stronie, a druga po prawej.
Mimo tych cech wspólnych możemy zauważyć u tych dwóch wielkich
świętych różnice w podejściu do badań filozoficznych i teologicznych,
w których wyraża się oryginalność i głębia myśli jednego i drugiego.
Chciałbym kilka z tych różnic krótko omówić.
Po pierwsze różni ich koncepcja teologii. Obaj doktorzy zadają sobie pytanie,
czy teologia jest nauką praktyczną, czy też teoretyczną, spekulatywną.
Św. Tomasz rozważa dwie możliwe, sprzeczne ze sobą odpowiedzi.
Pierwsza brzmi: teologia jest refleksją nad wiarą, a wiara jest po to, by
człowiek stawał się dobry, by żył zgodnie z wolą Boga. Celem teologii
powinno być zatem kierowanie na właściwą, dobrą drogę; jest ona zatem
w gruncie rzeczy nauką praktyczną. Druga odpowiedź brzmi: teologia dąży
do poznania Boga. Jesteśmy dziełem Boga; Bóg jest ponad tym, co robimy.
Bóg sprawia, że nasze działanie jest słuszne. Zasadniczo należy zatem
zajmować się nie naszym działaniem, ale poznawaniem Boga, nie naszymi
czynami. Wniosek św. Tomasza jest następujący: teologia zakłada
oba te aspekty: ma charakter teoretyczny — stara się coraz bardziej poznawać
Boga, a także praktyczny — ma na celu ukierunkowanie naszego
życia na dobro. Prymat ma jednakże poznanie: musimy przede wszystkim
poznać Boga, potem przychodzi działanie zgodnie z wolą Boga (Summa
Theologie, I a, q. 1, art. 4). Ów prymat poznania nad praktyką jest znamienny dla podstawowego ukierunkowania św. Tomasza.
Odpowiedź św. Bonawentury jest bardzo podobna, ale inaczej są rozłożone
akcenty. Św. Bonawentura zna, podobnie jak św. Tomasz, argumenty
przemawiające za jednym i drugim stanowiskiem, ale odpowiadając na pytanie, czy teologia jest nauką praktyczną czy teoretyczną, rozróżnia on trzy
rzeczy, a mianowicie do alternatywy: nauka teoretyczna (prymat poznania)
bądź praktyczna (prymat praktyki), dodaje trzecie stanowisko, które określa
jako «mądrościowe», twierdząc, że mądrość obejmuje oba te aspekty.
Mówi także: mądrość dąży do kontemplacji (jako najwyższej formy poznania)
i chce «ut boni fiamus» — żebyśmy byli dobrzy, pragnie przede
wszystkim tego, byśmy stawali się dobrzy (por. Breviloquium, Prologus,
5). Potem dodaje: «Wiara jest w umyśle w taki sposób, że budzi uczucie.
Na przykład: poznanie, że Chrystus umarł 'za nas' nie pozostaje wiedzą,
ale z konieczności staje się uczuciem, miłością» (Proemium in I Sent., q.
3). Ten sam kierunek ma jego obrona teologii, czyli racjonalnej i metodycznej
refleksji nad wiarą. Św. Bonawentura wymienia kilka argumentów
przeciwko uprawianiu teologii, być może rozpowszechnionych również
wśród części braci franciszkańskich i wysuwanych także w naszych czasach:
rozum miałby rzekomo zubażać wiarę, zadawać przemoc Słowu Bożemu,
powinniśmy słuchać Słowa Bożego, a nie analizować je (por. List
św. Franciszka z Asyżu do św. Antoniego z Padwy). Na te argumenty
przeciwko teologii, które ukazywały niebezpieczeństwa kryjące się w samej
teologii, święty odpowiada: to prawda, że istnieje arogancki sposób
uprawiania teologii, pycha rozumu, który wywyższa się ponad Słowo Boże.
Jednak prawdziwa teologia, racjonalny wysiłek prawdziwej i dobrej
teologii rodzi się z czego innego, nie z pychy rozumu. Ten kto kocha, chce
coraz lepiej i coraz bardziej poznawać ukochaną osobę; prawdziwa teologia
nie odwołuje się do rozumu i jego poszukiwań powodowanych pychą,
«sed propter amorem eius cui assentit» — «powoduje nią miłość Tego, na
którego się zgodziła» (Proemium in I Sent., q. 2), i pragnie lepiej poznać
umiłowaną osobę: taki jest podstawowy cel, jakim kieruje się teologia.
Koniec końców, dla św. Bonawentury decydujące znaczenie ma zatem
prymat miłości.
Tak więc św. Tomasz i św. Bonawentura w różny sposób definiują ostateczne
przeznaczenie człowieka, jego pełne szczęście: dla św. Tomasza
najwyższym celem, do którego dążymy, jest zobaczyć Boga. W tej prostej
rzeczy, jaką jest oglądanie Boga, znajduje się rozwiązanie wszystkich problemów:
jesteśmy szczęśliwi, niczego więcej nie potrzebujemy.
Dla św. Bonawentury natomiast ostatecznym przeznaczeniem człowieka
jest miłość Boga, spotkanie się i zjednoczenie Jego i naszej miłości. Taka
jest dla niego najbardziej adekwatna definicja naszego szczęścia.
Dalej możemy powiedzieć, że dla św. Tomasza najwyższą kategorią jest
prawda, a dla św. Bonawentury — dobro. Doszukiwanie się sprzeczności
w tych dwóch odpowiedziach byłoby błędem. Dla obu prawda jest również
dobrem, a dobro jest także prawdą; oglądanie Boga jest miłością, a
miłość jest oglądaniem. Jest to zatem inne rozłożenie akcentów we wspólnej
zasadniczo wizji. To rozłożenie akcentów dało początek różnym tradycjom
i duchowościom, ukazując tym samym płodność wiary, jednej w
różnorodności swoich form.
Wróćmy do św. Bonawentury. Jasne jest, że wyjaśnieniem specyficznego
charakteru jego teologii, który zilustrowałem tylko jednym przykładem,
jest charyzmat franciszkański: Biedaczyna z Asyżu, abstrahując od dysput
intelektualnych jego epoki, całym swoim życiem ukazywał prymat miłości;
był żywą i pełną miłości ikoną Chrystusa i w ten sposób uobecniał w
swoich czasach postać Pana — przekonywał współczesnych mu ludzi nie
słowami, ale własnym życiem. We wszystkich dziełach św. Bonawentury,
również w jego dziełach naukowych, tych dla szkoły, widzimy i możemy
znaleźć ową inspirację franciszkańską; zauważamy mianowicie, że punktem
wyjścia jego myśli jest spotkanie z Biedaczyną z Asyżu. Aby jednak
zrozumieć sposób, w jaki rozwinął temat «prymatu miłości», musimy
uwzględnić jeszcze jedno źródło: pisma tzw. Pseudo-Dionizego, teologa
syryjskiego z VI w., który ukrył swoją tożsamość pod pseudonimem Dionizy
Areopagita, nawiązując tym imieniem do postaci występującej w
Dziejach Apostolskich (por. 17, 34). Teolog ów stworzył teologię liturgiczną
oraz teologię mistyczną i bardzo obszernie opisał różne chóry aniołów.
Jego pisma zostały przetłumaczone na łacinę w ix w.; w czasach św.
Bonawentury — jesteśmy w xiii w. — uważane były one za nową tradycję,
która wzbudziła zainteresowanie świętego i innych współczesnych mu
teologów. Uwagę św. Bonawentury przyciągnęły w szczególny sposób
dwie rzeczy:
1 Pseudo-Dionizy mówi o dziewięciu chórach aniołów, których imiona
znalazł w Piśmie Świętym, a potem na swój sposób uporządkował, od prostych
aniołów do serafinów. Św. Bonawentura widzi w tych chórach anielskich
kolejne stopnie, które zbliżają stworzenie do Boga. Mogą one zatem
przedstawiać drogę człowieka, który pnie się aż do zjednoczenia z Bogiem.
Według św. Bonawentury, nie ma wątpliwości, że św. Franciszek
należał do chóru serafinów, który był chórem najwyższym: był czystym
ogniem miłości. I tacy powinni być franciszkanie. Św. Bonawentura wiedział
jednak dobrze, że ten ostatni stopień na drodze do Boga nie może być
ujęty w porządku prawnym, jest bowiem zawsze szczególnym darem Boga.
Dlatego struktura zakonu franciszkańskiego jest skromniejsza, bardziej
realistyczna, musi jednak pomagać członkom coraz bardziej zbliżać się do
serafickiego życia czystą miłością. W zeszłą środę mówiłem o tej syntezie
trzeźwego realizmu i radykalizmu ewangelicznego w myśli i działaniu św.
Bonawentury.
2. Św. Bonawentura znalazł jednak w pismach Pseudo-Dionizego inny,
jeszcze ważniejszy element. Podczas gdy dla św. Augustyna intellectus,
postrzeganie rozumem i sercem, jest ostatnią kategorią poznania, Pseudo-
Dionizy posuwa się krok dalej: w dążeniu do Boga można dojść do momentu,
w którym rozum przestaje widzieć. Jednak w ciemnościach intelektu
widzi jeszcze miłość — widzi to, co dla rozumu jest niedostępne. Miłość
sięga dalej niż rozum, widzi więcej, zagłębia się bardziej w tajemnicę
Boga. Św. Bonawentura był zafascynowany tą wizją, która była spójna z
jego franciszkańską duchowością. Właśnie w ciemną noc krzyża w całej
wielkości jawi się miłość Boża; tam gdzie rozum już nie sięga, miłość
wciąż widzi. Końcowe słowa jego Wędrówki duszy do Boga przy powierzchownej
lekturze jawić się mogą jako przesadny wyraz pobożności pozbawionej
treści, jeśli natomiast przeczytamy je w świetle teologii krzyża
św. Bonawentury, są jasnym i realistycznym wyrazem duchowości franciszkańskiej:
«Jeśli zatem pytasz, jak to się dzieje (tzn. jak osiąga się zjednoczenie
z Bogiem przez miłość), zapytaj o to łaskę, a nie naukę; pragnienie,
a nie zrozumienie; westchnienie modlitwy, a nie refleksję i lekturę (...)
nie pytaj światła, lecz pytaj ogień, który wszystko rozpala i przenosi w
Boga» (VII, 6). Wszystko to nie jest antyintelektualne ani antyracjonalne:
zakłada wysiłek rozumu, ale przewyższa go w miłości ukrzyżowanego
Chrystusa. Nadając nową formę mistyce Pseudo-Dionizego, św. Bonawentura
zapoczątkował wielki prąd mistyczny, który zdecydowanie wywyższył
i oczyścił ludzki umysł: jest to szczytowy moment w historii ludzkiego ducha.
Ta teologia krzyża, zrodzona ze spotkania teologii Pseudo-Dionizego i ducho-wości franciszkańskiej, nie powinna nam przysłonić faktu, że św. Bonawenturę
łączy ze św. Franciszkiem z Asyżu również miłość do stworzenia,
radość, jaką napawa piękno Bożego stworzenia. Przytoczę tu jedno
zdanie z pierwszego rozdziału Wędrówki: «Ten (...) kto nie widzi niezliczonych
wspaniałości stworzeń, jest ślepy; ten, kogo nie budzą rozliczne
głosy, jest głuchy; ten, kto za te wszystkie cuda nie chwali Boga, jest niemy;
ten, kogo te wszystkie znaki nie prowadzą do pierwszej zasady, jest
głupcem» (i, 15). Całe stworzenie głośno mówi o Bogu, o Bogu dobrym i
pięknym, o Jego miłości.
Całe nasze życie jest zatem dla św. Bonawentury «wędrówką», pielgrzymką
— wspinaniem się do Boga. Nie możemy jednakże wspiąć się na
wyżyny Boga o własnych siłach. Bóg musi nam pomóc, musi nas «podciągnąć
» do góry. Dlatego potrzebna jest modlitwa. Modlitwa, jak mówi
święty, jest matką i początkiem wywyższenia — «sursum actio» — działaniem,
które nas wywyższa — mówi Bonawentura. Zakończę zatem modlitwą,
która zaczyna jego Wędrówkę: «Módlmy się i powtarzajmy Panu
Bogu naszemu: 'Prowadź mnie, Panie, Twoją drogą, a będę chodził w
Twojej prawdzie. Niech raduje się serce moje w bojaźni Twego imienia'»
(I, 1).
Św. Bonawentura (1)
Audiencja generalna Benedykta XVI 3 marca 2010
Drodzy bracia i siostry!
Dziś chciałbym omówić postać św. Bonawentury z Bagnoregio. Przyznam
się wam, że temat ten budzi we mnie pewną nostalgię, przypominają mi
się bowiem badania, jakie prowadziłem jako młody naukowiec, dotyczące
tego właśnie autora, który jest mi szczególnie drogi. Poznanie go miało
niemały wpływ na moją formację. Z wielką radością parę miesięcy temu
udałem się z pielgrzymką do jego rodzinnego miasteczka, Bagnoregio we
włoskim regionie Lacjum, które z czcią przechowuje pamięć o nim.
Urodził się prawdopodobnie w 1217 r., a zmarł w 1274 r., a więc żył w xiii
w., epoce, w której wiara chrześcijańska, głęboko zakorzeniona w kulturze
i społeczeństwie Europy, zainspirowała wybitne dzieła w dziedzinie literatury,
sztuk plastycznych, filozofii i teologii. Jedną z największych postaci
świata chrześcijańskiego, dzięki którym doszło do powstania tej harmonii
wiary i kultury, jest właśnie Bonawentura, człowiek czynu i kontemplacji,
bardzo pobożny i roztropny w rządach.
Nazywał się Giovanni da Fidanza. Głęboki wpływ na jego życie wywarło,
jak sam opowiada, wydarzenie z dzieciństwa. Ciężko zachorował, i nawet
jego ojciec, który był lekarzem, nie wierzył, że uda mu się go uratować od
śmierci. Wtedy jego matka zaczęła prosić o wstawiennictwo św. Franciszka,
który był kanonizowany kilka lat wcześniej. Giovanni wyzdrowiał.
Postać Biedaczyny z Asyżu stała mu się jeszcze bardziej bliska parę lat
później, gdy przebywał w Paryżu, dokąd udał się na studia i uzyskał dyplom
magistra sztuk, który możemy porównać z maturą w prestiżowym
liceum naszych czasów. Wówczas, jak wielu młodych ludzi w przeszłości,
a także dzisiaj, Giovanni zadał sobie zasadnicze pytanie: «Jak mam pokierować
swoim życiem?». Zafascynowany świadectwem żarliwości i ewangelicznego
radykalizmu braci mniejszych, którzy przybyli do Paryża w
1219 r., Giovanni zapukał do furty klasztoru franciszkańskiego, który powstał
w tym mieście, i poprosił o przyjęcie do wielkiej rodziny uczniów
św. Franciszka. Wiele lat później przedstawił racje, które przyświecały
temu wyborowi: w św. Franciszku i w zainicjowanym przez niego ruchu
widział działanie Chrystusa. Tak pisał w liście do jednego ze współbraci:
«Wyznaję przed Bogiem, że najważniejszym powodem, który sprawił, że
pokochałem życie błogosławionego Franciszka, jest fakt, że przypomina
ono początki i rozwój Kościoła. Na początku Kościół tworzyli prości rybacy,
potem wzbogacili go wybitni i pełni mądrości uczeni; religii błogosławionego
Franciszka nie ustanowiła ludzka roztropność, ale Chrystus»
(Epistula de tribus quaestionibus ad magistrum innominatum, in Opere di
San Bonaventura. Introduzione generale, Roma 1990, s. 29).
Ok. 1243 r. Giovanni przywdział zatem habit franciszkański i przyjął imię
Bonawentura. Natychmiast został skierowany na dalszą naukę na wydziale
teologii uniwersytetu paryskiego, gdzie pilnie studiował różne dyscypliny.
Uzyskał tytuły wymagane do rozpoczęcia kariery akademickiej: bakałarza
biblijnego i bakałarza wykładowcy Sentencji. Bonawentura przestudiował
dogłębnie Pismo Święte, Sentencje Piotra Lombarda, czyli ówczesny podręcznik
teologii, a dzięki obcowaniu z nauczycielami i studentami, którzy
przybywali do Paryża z całej Europy, ukształtowała się jego własna myśl i
wybitna duchowa wrażliwość, którą w kolejnych latach wyraził w swoich
dziełach i kazaniach, stając się jednym z najważniejszych teologów w historii
Kościoła. Istotne będzie tu przypomnienie tytułu pracy, którą obronił,
aby uzyskać habilitację potrzebną do nauczania teologii, tak zwaną
wówczas licentia ubique docendi. Jego rozprawa nosiła tytuł De scientia
Christi (O wiedzy Chrystusa). Temat ten pokazuje, że w życiu i nauczaniu
Bonawentury główną rolę odgrywał zawsze Chrystus. Możemy powiedzieć,
że cała jego myśl była głęboko chrystocentryczna.
W tamtych latach Paryż, który stał się drugim rodzinnym miastem Bonawentury,
był widownią gwałtownych ataków, skierowanych przeciwko
Zakonowi Braci Mniejszych św. Franciszka z Asyżu i Zakonowi Kaznodziejskiemu
św. Dominika Guzmana. Ich prawo do nauczania na uniwersytecie
było kontestowane, a podawano w wątpliwość nawet autentyczność
ich życia konsekrowanego. Z pewnością zmiany, jakim pod wpływem
zakonów żebrzących uległ sposób pojmowania życia zakonnego, o
czym mówiłem w poprzednich katechezach, były tak nowatorskie, że nie
wszyscy byli w stanie je zrozumieć. Dochodziły do tego, jak czasem bywa
nawet wśród osób szczerych i pobożnych, przyczyny zrodzone z ludzkiej
słabości, takie jak zawiść i zazdrość. Bonawentura, mimo sprzeciwu innych
mistrzów uczących na uniwersytecie, zaczął wykładać w katedrze
teologii franciszkanów i w odpowiedzi na zarzuty stawiane zakonom żebrzącym
napisał dzieło zatytułowane De perfectione evangelica (O doskonałości
ewangelicznej). W tym dziele wykazał, że zakony żebrzące, w tym
wypadku Zakon Braci Mniejszych, praktykując ślubowane ubóstwo, czystość
i posłuszeństwo, postępowały zgodnie z radami zawartymi w Ewangelii.
Pomijając wspomniane okoliczności historyczne, trzeba przyznać, że
nauczanie Bonawentury, wyłożone w tym dziele i poświadczone jego życiem,
pozostaje wciąż aktualne: Kościół staje się bardziej świetlisty i piękny
dzięki wierności, jakiej dochowują swemu powołaniu jego synowie i
córki, którzy nie tylko stosują w praktyce nakazy zawarte w Ewangelii, ale
którzy z Bożej łaski są powołani do słuchania jej rad i swoim ubogim, czystym
i posłusznym życiem dają świadectwo, że jest ona źródłem radości i doskonałości.
Konflikt został zażegnany, przynajmniej na jakiś czas, a w 1257 r. —
dzięki bezpośredniej interwencji papieża Aleksandra iv — Bonawentura
uzyskał oficjalne uznanie tytułów doktora i mistrza uniwersytetu paryskiego.
Musiał jednak zrezygnować z tej zaszczytnej funkcji, ponieważ w tym
samym roku kapituła generalna zakonu wybrała go na generała.
Sprawował ten urząd przez 17 lat, mądrze i z poświęceniem, wizytował
prowincje, pisał do braci, w walce z nadużyciami stosował niekiedy surowe
metody. Kiedy Bonawentura rozpoczął swoją posługę, Zakon Braci
Mniejszych bardzo się już rozrósł: liczył ponad 30 tys. braci, rozrzuconych
po całej Europie Zachodniej, a także prowadzących misje w Afryce Północnej,
na Bliskim Wschodzie, a nawet w Pekinie. Tak rozwiniętemu zakonowi
należało nadać trwałą formę, a przede wszystkim, w pełnej wierności
charyzmatowi Franciszka, nadać jednolity charakter jego działalności
i duchowości. Uczniowie świętego z Asyżu interpretowali bowiem jego
przesłanie na różne sposoby i istniało realne ryzyko wewnętrznego podziału.
Aby uniknąć tego niebezpieczeństwa, w Narbonne w 1260 r. kapituła
generalna zakonu przyjęła i zatwierdziła zaproponowany przez Bonawenturę
zbiór norm regulujących i ujednolicających codzienne życie członków
Zakonu Braci Mniejszych. Jednakże Bonawentura czuł, że nawet najbardziej
mądre i umiarkowane wskazania prawne nie wystarczają, by zagwarantować
jedność ducha i serc. Trzeba mieć takie same ideały i motywację.
Dlatego postanowił przedstawić autentyczny charyzmat Franciszka, jego
życie i nauczanie. W tym celu skrupulatnie zgromadził pisma dotyczące
Biedaczyny i uważnie wysłuchał wspomnień tych, którzy znali Franciszka.
Powstała w ten sposób biografia świętego z Asyżu, rzetelnie udokumentowana
historycznie, zatytułowana Legenda Maior, zredagowana również
w formie skróconej, która z tego względu została nazwana Legenda minor.
W odróżnieniu od języka włoskiego [i innych] łacińskie słowo «legenda»
nie odnosi się do wytworu fantazji, lecz przeciwnie, mówi, że chodzi o
tekst wiarygodny, który należy «czytać» — legere — jako oficjalną wersję
wydarzeń. Istotnie, kapituła generalna braci mniejszych, zgromadzona w
1263 r. w Pizie, uznała, że biografia św. Bonawentury jest najwierniejszym
portretem założyciela, i tym samym stała się ona oficjalną biografią
świętego.
Jaki obraz św. Franciszka wyłonił się z serca i został nakreślony piórem
jego oddanego syna i następcy, św. Bonawentury? Oto jego cecha najistotniejsza:
Franciszek to alter Christus, człowiek, który z pasją szukał Chrystusa.
W miłości, która pobudza do naśladownictwa, upodobnił się do
Niego całkowicie. Bonawentura ukazywał ten żywy ideał wszystkim
uczniom św. Franciszka. Ten ideał, który powinien przyświecać każdemu
chrześcijaninowi w przeszłości, dziś i zawsze został wskazany również jako
program Kościoła trzeciego tysiąclecia przez mojego poprzednika,
czcigodnego Jana Pawła ii. Program ten, pisał on w liście Novo millennio
ineunte, skupiony jest wokół «samego Chrystusa, którego mamy poznawać,
kochać i naśladować, aby żyć w Nim życiem trynitarnym i z Nim
przemieniać historię, aż osiągnie swą pełnię w niebiańskim Jeruzalem» (n.29).
W 1273 r. życie św. Bonawentury uległo kolejnej zmianie. Papież Grzegorz
x udzielił mu sakry biskupiej i wyniósł go do godności kardynalskiej.
Zlecił mu również przygotowanie bardzo ważnego wydarzenia kościelnego:
Ekumenicznego Soboru Lyońskiego ii, którego celem było przywrócenie
jedności Kościołów łacińskiego i greckiego. Poświęcił się temu zadaniu
bardzo pilnie, umarł jednak w trakcie tego zgromadzenia ekumenicznego,
nie doczekawszy jego zakończenia. Bezimienny notariusz papieski
ułożył na cześć Bonawentury utwór pochwalny, z którego możemy zaczerpnąć
ostatni portret tego wielkiego świętego i teologa: «Człowiek dobry,
miły w obejściu, pobożny i miłosierny, pełen cnót, miłowany przez
Boga i przez ludzi... Bóg obdarzył go bowiem taką łaską, że w każdym,
kto go widział, budził miłość, której serce ukryć nie mogło» (por. J. G.
Bougerol, Bonaventura, w: A. Vauchez (red.), Storia dei santi e della santitŕ
cristiana, t. vi, L'epoca del rinnovamento evangelico, Milano 1991, s.91).
Przyswajajmy sobie dziedzictwo tego świętego doktora Kościoła, który w
następujących słowach przypomina nam, jaki sens ma nasze życie: «Na
ziemi... bezmiar Boga kontemplowany jest przez rozumowanie i podziw;
w niebieskiej ojczyźnie natomiast — przez wizję, kiedy staniemy się podobni
Bogu, i ekstazę... zaznamy Bożej radości» (La conoscenza di Cristo,
q. 6, Conclusione, w: Opere di San Bonaventura. Opuscoli Teologici/1,
Roma 1993, s. 187).
Św. Bonawentura (2)
Audiencja generalna Benedykta XVI 10 marca 2010
Drodzy bracia i siostry!
W zeszłym tygodniu przedstawiłem życie i osobowość św. Bonawentury z
Bagnoregio. Dziś również pragnę o nim mówić, skupiając się na niektórych
jego dziełach i na jego nauce.
Jak już powiedziałem, do różnych zasług św. Bonawentury należy autentyczna
i wierna interpretacja postaci św. Franciszka z Asyżu, którego czcił
i z wielką miłością studiował. W czasach św. Bonawentury pewna grupa
braci mniejszych, zwanych «spirytuałami», utrzymywała na przykład, że
św. Franciszek rozpoczął całkowicie nową fazę historii i że wraz z nim pojawiła
się «wieczna ewangelia», o której mówi Apokalipsa, zastępująca
Nowy Testament. Grupa ta twierdziła, że historyczna rola Kościoła się
skończyła, a jego miejsce miała zająć charyzmatyczna wspólnota wolnych
ludzi pod wewnętrznym kierownictwem Ducha Świętego, czyli «franciszkanie
duchowi». Idee tej grupy były oparte na pismach opata cystersów
Joachima z Fiore, zmarłego w 1202 r. W swoich dziełach twierdził on, że
rytm historii ma charakter trynitarny. Stary Testament uważał za epokę
Ojca, po której nastąpił okres Syna, a więc okres Kościoła. Należało oczekiwać
trzeciej epoki, epoki Ducha Świętego. Tym samym historię należało
interpretować jako dzieje postępu: od surowości Starego Testamentu do
relatywnej wolności epoki Syna, w Kościele, aż do pełnej wolności Synów
Bożych w okresie Ducha Świętego, który miał też być wreszcie okresem
pokoju między ludźmi, pojednania ludów i religii. Joachim z Fiore wzbudził
nadzieję, że nową epokę zapoczątkuje nowy monastycyzm. Jest więc
zrozumiałe, że grupa franciszkanów dostrzegała w św. Franciszku inicjatora
nowej epoki, a w jego zakonie — wspólnotę tego nowego okresu —
wspólnotę epoki Ducha Świętego, a zatem kończył się Kościół hierarchiczny,
a rozpoczynał nowy Kościół Ducha, niezwiązany ze starymi
strukturami.
Istniało zatem niebezpieczeństwo opacznego zrozumienia przesłania św.
Franciszka, jego pokornej wierności Ewangelii i Kościołowi, a nieporozumienie
to było podstawą błędnej wizji całego chrześcijaństwa.
Gdy w 1257 r. św. Bonawentura został generałem zakonu franciszkańskiego,
doszło w nim do silnych napięć, wywołanych właśnie przez zwolenników
wspomnianej grupy «franciszkanów duchowych», którzy nawiązywali
do Joachima z Fiore. Aby dyskutować z tą grupą i przywrócić jedność
zakonowi, św. Bonawentura skrupulatnie przestudiował autentyczne pisma
Joachima z Fiore oraz pisma jemu przypisywane i, świadomy konieczności
właściwego przedstawienia postaci i przesłania swojego umiłowanego św.
Franciszka, wyłożył poprawną wizję teologii historii. Św. Bonawentura
zajął się tym problemem w swoim ostatnim dziele, zbiorze wykładów dla
mnichów ze szkoły paryskiej, które pozostało niedokończone i dotarło do
nas za pośrednictwem notatek słuchaczy, zatytułowane Hexaëmeron i będące
interpretacją alegorycznych sześciu dni stworzenia. Ojcowie Kościoła
uważali sześć czy siedem dni z opowiadania o stworzeniu za proroctwo
dotyczące dziejów świata, ludzkości. Siedem dni przedstawiało dla nich
siedem epok historycznych, póżniej interpretowanych również jako siedem
tysiącleci. Wraz z Chrystusem mielibyśmy wkroczyć w ostatnią, a więc
szóstą epokę historyczną, po której miała nastąpić wielka sobota Boga.
Św. Bonawentura akceptuje tę interpretację historyczną związku między
dniami stworzenia, lecz w sposób bardzo swobodny i nowatorski. Jego
zdaniem dwa współczesne mu zjawiska zrodziły potrzebę nowej interpretacji
dziejów:
— Po pierwsze: postać św. Franciszka, człowieka bez reszty zjednoczonego
z Chrystusem aż po wspólnotę stygmatów, będącego niejako alter
Christus, a ze św. Franciszkiem założona przez niego nowa wspólnota,
różniąca się od znanego dotąd monastycyzmu. Zjawisko to wymagało nowej
interpretacji jako nowość Boża, która się wówczas pojawiła.
— Po drugie: stanowisko Joachima z Fiore, który zapowiadał nowy monastycyzm
i zupełnie nową epokę w dziejach, wychodząc poza objawienie
Nowego Testamentu, wymagało odpowiedzi.
Jako generał franciszkanów św. Bonawentura pojął od razu, że gdyby zakon
przyjął koncepcję spirytualistyczną, zainspirowaną przez Joachima z
Fiore, stałoby się niemożliwe utrzymanie w nim porządku i nieuchronnie
pogrążyłby się w anarchii. Jego zdaniem, wynikały z tego dwie rzeczy:
— Po pierwsze: praktyczna potrzeba struktur i włączenia w rzeczywistość
Kościoła hierarchicznego, Kościoła realnego musiała być uzasadniona teologicznie,
również dlatego, że inni, zwolennicy koncepcji spirytualistycznej,
opierali się pozornie na podstawach teologicznych.
— Po drugie: uwzględniając konieczność realizmu, nie należało rezygnować
z nowości postaci św. Franciszka.
Jak na ten wymóg praktyczny i teoretyczny odpowiedział św. Bonawentura?
W sposób schematyczny i niekompletny mogę jedynie streścić jego
odpowiedź w kilku punktach:
1. Św. Bonawentura odrzuca koncepcję trynitarnego rytmu historii. Bóg
jest jeden przez całe dzieje i nie dzieli się na trzy bóstwa. Wynika z tego,
że również historia jest jedna, choć toczy się ona swoją drogą, i jest to —
zdaniem św. Bonawentury — droga postępu.
2. Jezus Chrystus jest ostatnim słowem Boga — w Nim Bóg powiedział
wszystko, dając siebie i mówiąc o sobie samym. Więcej niż samego siebie
Bóg nie może powiedzieć ani dać. Duch Święty jest Duchem Ojca i Syna.
Sam Chrystus mówi o Duchu Świętym: «przypomni wam wszystko, co Ja
wam powiedziałem» (J 14, 26), «z mojego weźmie i wam objawi» (J 16,
15). Nie istnieje zatem inna, wyższa Ewangelia, nie czekamy na żaden inny
Kościół. Dlatego również zakon św. Franciszka musi być zintegrowany
z tym Kościołem, jego wiarą, jego porządkiem hierarchicznym.
3. Nie znaczy to, że Kościół stoi w miejscu, wpatrzony w przeszłość, i nie
dopuszcza żadnej nowości. «Opera Christi non deficiunt, sed proficiunt»,
dzieła Chrystusa nie cofają się, nie zanikają, ale się rozwijają, mówi święty
w liście De tribus quaestionibus. Tym samym św. Bonawentura wyraźnie
formułuje ideę postępu, i jest to nowość w stosunku do ojców Kościoła i
większości jego współczesnych. Dla św. Bonawentury Chrystus nie jest
już — jak dla ojców Kościoła — końcem, ale ośrodkiem historii. Przyjście
Chrystusa nie kończy historii, ale rozpoczyna nową epokę. Inny wniosek
jest następujący: do tamtych czasów panowało przekonanie, że ojcowie
Kościoła osiągnęli absolutny szczyt teologii, a następne pokolenia mogły
być tylko ich uczniami. Św. Bonawentura zgadza się, że ojcowie Kościoła
będą zawsze mistrzami, ale fenomen św. Franciszka daje mu pewność, że
bogactwo słowa Chrystusa jest niewyczerpane i że również w nowych pokoleniach
mogą się pojawić luminarze. Unikalność Chrystusa gwarantuje
również nowość i odnowę we wszystkich epokach historii.
Oczywiście, zakon franciszkański — jak podkreśla — należy do Kościoła
Jezusa Chrystusa, do Kościoła apostolskiego, i nie może być budowany na
gruncie utopijnego spirytualizmu. Jednocześnie jednak istotne znaczenie
ma nowość tego zakonu w stosunku do tradycyjnego monastycyzmu, i św.
Bonawentura — jak powiedziałem w czasie poprzedniej katechezy —
bronił tej nowości przed atakami paryskiego duchowieństwa niezakonnego:
franciszkanie nie są na zawsze przypisani do jednego klasztoru, mogą
przebywać wszędzie, by głosić Ewangelię. Właśnie rezygnacja z typowego
dla monastycyzmu życia stabilnego na rzecz dostosowywania się do potrzeb
odnowiła dynamizm misyjny Kościoła.
W tym momencie być może warto powiedzieć, że również dzisiaj w pewnych
wizjach historia Kościoła drugiego tysiąclecia jest nieustannym chyleniem
się ku upadkowi; dla innych do upadku doszło zaraz po Nowym
Testamencie. W rzeczywistości «Opera Christi non deficiunt, sed proficiunt
» — dzieła Chrystusa nie upadają, ale się rozwijają. Czym byłby Kościół
bez nowej duchowości cystersów, franciszkanów i dominikanów, bez
duchowości św. Teresy z Avili i św. Jana od Krzyża itd.? Te słowa znajdują
potwierdzenie i dziś: «Opera Christi non deficiunt, sed proficiunt», idą
naprzód. Św. Bonawentura uczy nas podstaw koniecznego rozeznania,
także surowego, trzeźwego realizmu i otwarcia na nowe charyzmaty, którymi
Chrystus w Duchu Świętym obdarza swój Kościół. Tak jak z jednej
strony wraca wizja upadku, tak też wraca również wizja «spirytualistycznej
utopii». Wiemy bowiem, że po Soborze Watykańskim ii niektórzy byli
przekonani, że wszystko jest nowe, że jest inny Kościół, że Kościół przedsoborowy
się skończył, a teraz będziemy mieli inny Kościół, zupełnie «inny
». Utopijny anarchizm! Dzięki Bogu mądrzy sternicy łodzi Piotrowej,
papież Paweł VI i papież Jan Paweł II, z jednej strony bronili nowości Soboru,
a z drugiej bronili jednocześnie unikalności i ciągłości Kościoła, który
jest zawsze Kościołem grzeszników i miejscem łaski.
4. W tym sensie rządom św. Bonawentury jako generała franciszkanów
przyświecała jasna idea, że nowy zakon nie może jako wspólnota żyć na
takich samych «wyżynach eschatologicznych» jak św. Franciszek, w którym
on sam widział antycypację przyszłego świata, lecz — kierując się
zdrowym realizmem, a jednocześnie duchową odwagą — musi w największym
możliwym przybliżeniu żyć Kazaniem na Górze, które było jedyną
regułą św. Franciszka, pamiętając jednakże o ograniczeniach człowieka
skażonego przez grzech pierworodny.
Widzimy zatem, że dla św. Bonawentury rządzenie nie wyrażało się po
prostu w działaniu, ale przede wszystkim w myśleniu i modlitwie. U podstaw
jego rządów znajdujemy zawsze modlitwę i myśl; wszystkie jego decyzje
są owocem refleksji, myśli oświeconej modlitwą. Jego bliska więź z
Chrystusem odzwierciedlała się zawsze w pracy generała i dlatego napisał
szereg dzieł teologiczno-mistycznych, w których znalazł wyraz duch jego
rządów oraz pragnienie kierowania zakonem od wewnątrz, a zatem rządzenia
nie tylko poprzez polecenia i struktury, ale prowadzenia i oświecania
dusz, by dążyły do Chrystusa.
Wśród tych dzieł, które stanowią duszę jego rządów i wskazują drogę, którą
powinna iść zarówno jednostka, jak wspólnota, chciałbym wymienić
jedno, jego arcydzieło Itinerarium mentis in Deum («Wędrówka duszy do
Boga»), które stanowi «podręcznik» mistycznej kontemplacji. Zamysł napisania
go powstał w miejscu głębokiej duchowości: na górze Alwerni,
gdzie św. Franciszek otrzymał stygmaty. We wstępie autor opisuje okoliczności,
w których to dzieło się narodziło: «Kiedy medytowałem nad
tym, jak dusza może się wznieść do Boga, przyszło mi na myśl cudowne
wydarzenie, w którym uczestniczył w tym miejscu błogosławiony Franciszek,
a mianowicie wizja skrzydlatego Serafina jako Ukrzyżowanego. Medytując
nad tym, natychmiast pojąłem, że wizja ta przedstawia ekstazę
kontemplacyjną ojca Franciszka i jednocześnie drogę, która do tego prowadzi
» (Itinerario della mente in Dio, Prologo, 2, w: Opere di San Bonaventura.
Opuscoli Teologici/1, Roma 1993, s. 499).
Sześć skrzydeł Serafina staje się tym samym symbolem sześciu etapów,
progresywnie wiodących człowieka od poznania Boga, poprzez obserwację
świata i stworzeń oraz poprzez badanie duszy i jej możliwości, aż po
uszczęśliwiające zjednoczenie z Trójcą przez Chrystusa, na wzór św.
Franciszka z Asyżu. Ostatnie słowa Itinerarium św. Bonawentury, odpowiadające
na pytanie, jak można osiągnąć to mistyczne zjednoczenie z
Bogiem, należałoby sobie zapisać głęboko w sercu: «Jeśli zatem pytasz,
jak to się dzieje, jak osiąga się zjednoczenie z Bogiem, zapytaj o to łaskę,
a nie naukę; pragnienie, a nie zrozumienie; westchnienie modlitwy, a nie
refleksję i lekturę; oblubieńca, a nie nauczyciela; Boga, a nie człowieka;
ciemność, a nie jasność; nie pytaj światła, lecz pytaj ogień, który wszystko
rozpala i przenosi w Boga za pomocą impetu skruszonego serca i rozpalo26
nego do granic miłosnego uczucia. (...) Wejdźmy zatem w ciemność, oddalmy
udręki, namiętności i zjawy; przejdźmy z Chrystusem ukrzyżowanym
z tego świata do Ojca, abyśmy mogli Go zobaczyć i razem z Filipem
powiedzieć: to mi wystarczy» (tamże, vii, 6).
Drodzy przyjaciele, odpowiedzmy na zachętę, jaką do nas kieruje św. Bonawentura
— «doktor seraficzny», i uczmy się od Boskiego Mistrza: słuchajmy
Jego Słowa życia i prawdy, które rozbrzmiewa w głębi naszej duszy.
Oczyśćmy nasze myśli i czyny, aby On mógł w nas zamieszkać, a my
byśmy mogli usłyszeć Jego Boski głos, który nam mówi o prawdziwym
szczęściu.
niedziela, 30 września 2012
środa, 26 września 2012
28 WRZEŚNIA 2012
http://www.iskra.info.pl/page114.html
113. WARSZAWA
Parafia Rzymskokatolicka Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
ul. Przy Agorze 9
01-960 Warszawa
Parafia O.O. Franciszkanów p/w Matki Bożej Anielskiej
róg ulic Woronicza i Modzelewskiego.
Organizator - wspólnota FZŚ.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!!! Zgłaszam Siostry Albertynki z Warszawy do udziału w KORONCE NA ULICACH MIAST.Będziemy się modliły na rogu ul. Kawęczyńskiej i Al. Tysiąclecia.
s. Maksymiliana
Parafia Rzymskokatolicka Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
ul. Przy Agorze 9
01-960 Warszawa
Parafia O.O. Franciszkanów p/w Matki Bożej Anielskiej
róg ulic Woronicza i Modzelewskiego.
Organizator - wspólnota FZŚ.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!!! Zgłaszam Siostry Albertynki z Warszawy do udziału w KORONCE NA ULICACH MIAST.Będziemy się modliły na rogu ul. Kawęczyńskiej i Al. Tysiąclecia.
s. Maksymiliana
Szczęść Boże!
Już przez dwa lata zbieramy się przy krzyżu na Pl. Piłsudskiego vis a wis hotelu Viktoria w Warszawie.
Co roku jest nas więcej , grupa kilkunastoosobowa , sobie nieznana.
W ubiegłym roku jak i poprzednio jeden z uczestników przynosi obraz Jezusa milosiernego i odmawiamy koronkę.
W zeszłym roku byli ludzie nawet z Płocka od siosry Faustyny.
Umówiliśmy się,że w przyszłym a więc 2012 r roku też będziemy jak Pan Bóg pozwoli i bedziemy zdrowi.
Zawsze kończąc modlitwę umawiamy się do zobaczenia za rok.
Czekamy z utęsknieniem jak to nam sie uda w tym roku. Czy będzie nas wiecej, może.
Barbara Łahoda. Warszawa
Parafia św. Franciszka z Asyżu
Warszawa - Tarchomin, diecezja warszawsko - praska.Skrzyżowanie przy ul. Ordonówny i Światowida
Wspólnota Czcicieli Miłosierdzia Bożego
"Misja św. Faustyny"
przy Parafii p.w. Świętego Maksymiliana M. Koble w Warszawie -
Służewiec, ul. Rzymowskiego 35
28. września 2012 o godz. 15.00 spotyka się na wspólnej modlitwie
"Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast"
nasze skrzyżowania :Rzymowskiego - Gotarda
Al. Lotników - Modzelewskiego
Rzymowskiego - Al. Wilanowska
Parafia św. Franciszka z Asyżu
Warszawa - Tarchomin, diecezja warszawsko - praska.Skrzyżowanie przy ul. Ordonówny i Światowida
Wspólnota Czcicieli Miłosierdzia Bożego
"Misja św. Faustyny"
przy Parafii p.w. Świętego Maksymiliana M. Koble w Warszawie -
Służewiec, ul. Rzymowskiego 35
28. września 2012 o godz. 15.00 spotyka się na wspólnej modlitwie
"Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast"
nasze skrzyżowania :Rzymowskiego - Gotarda
Al. Lotników - Modzelewskiego
Rzymowskiego - Al. Wilanowska
środa, 13 czerwca 2012
Starsi bracia...
Starsi bracia... (całość) ks. prof. Waldemar Chrostowski
czyli kto, dla kogo, jest starszym bratem, lub "starszym bratem"
czyli kto, dla kogo, jest starszym bratem, lub "starszym bratem"
Subskrybuj:
Posty (Atom)